Gdziekolwiek nie wypłynie temat mojej metamorfozy (która nadal trwa!), pada pytanie: 'jak to zrobiłaś?' . Popadam wtedy w pewnego rodzaju zakłopotanie. Bo właściwie co robiłam? Nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie z biegu. Dlatego też, postanowiłam zatrzymać się nad tym tematem dłużej, pokontemplować. Doszłam do wniosku, że w całej tej drodze do wymarzonej sylwetki ciągle odbijało się kilka zasad, których starałam się przestrzegać, które były moimi wektorami na nowy wygląd, pozwalający powoli akceptować swój wygląd. 1. Życiowa dieta, diety cud nie istnieją. Pierwszym krokiem było uświadomienie sobie co właściwie jest powodem mojej nadwagi. Właściwie odkąd pamiętam zawsze oscylowałam w granicach rozmiaru L-XL. W pewnym momencie jednak zaczęłam tyć intensywniej. Okazało się, że winą obarczyłam bardzo późne obiady, które bardzo często składały się z makaronów. Dodatkowo potrafiłam nie jeść nic przez cały dzień, co skutkowało wchłanianiem olbrzymiej ilości po...