31 lipca 2013

Bloggerki: prośba o poradę + cd. relacji z wyzwań + inne blogowe bzdety

Noszę się z zamiarem zainwestowania w 'cud' kosmetyk o działaniu ujędrniającym lub wspomagającym wyszczuplanie. Wiem, że takie opowieści o ich samoczynnym działaniu można włożyć między baśnie, doczytałam się jednak, iż podczas redukcji mogą być pomocne. Stąd moje pytanie: używał ktoś i poleca? Które coś dają? Na co należy zwracać uwagę... a może zupełnie sobie odpuścić?

Oczywiście patrzyłam za czymś na budżet studencki i po pierwszych sklepowych rekonesansach wytypowałam dwie serie które wpadły mi w oko:


Moje pytanie brzmi również czy bardziej nastawiać się na serię ujędrniającą czy wyszczuplającą w obecnym etapie mojej metamorfozy? Przypominam, że moim punktem obsesyjnym jest redukcja na brzuchu (;

Punkt drugi w którym kieruję się do Was z prośbą o pomoc jest dotyczy już bardziej organizacji bloga. Istnieje jakiś sposób na śledzenie komentarzy na innych blogach? Zostawiam spore ilości komentarzy, nie po to by spamować ale wdać się w jakaś interakcję z autorkami. Często nie są to blogi z mojej listy obserwowanych i już zdarzyło mi się zagubić wpis który chciałam śledzić.
Dodatkowo na wielu blogach działają tzw buttonki odnoszące do podstron (menu)- jak je wykonujecie dziewczyny? Nie potrafię na to wpaść.

Kolejna sprawa: widzę, że wiele dziewczyn w tym miesiącu zaczęła walczyć o swój biust. Co powiedziałybyście na stworzenie spisu blogów biorących udział w danym wydarzeniu. Tak by móc śledzić swoje wzajemne postępy? Tu znów, dobrze jeżeli autorka należy do mojego kręgu obserwowanych, ale przecież te kręgi często są olbrzymie. Wyzwania krążą drogą pantoflową i się rozdrabniamy, a przecież w grupie raźniej! Do tego pomysły zmotywowało mnie wyzwanie z Mel B. ponieważ z nim również wystartowało wiele dziewczyn w podobnym czasie po czym w wielu miejscach pojawiają się uwagi, komentarze, modyfikacje i rezygnacje. Tu znów w pojawia się kwestia wzajemnego motywowania i śledzenia postępów. Takie spisy mogłyby powodować poszerzanie znajomości międzyblogowych. Jestem nawet w stanie zrobić takie zestawienie, ale tu potrzebuję znów Waszej pomocy- jeśli wiecie o kimś kto podjął rękawice wyzwania dajcie mi znać, możecie informować o tworzącym się spisie. Niestety samodzielnie nie jestem w stanie wyśledzić wszystkich osób.

Na chwilę obecną wiem, iż o biust walczą: Agnes, Czekoada, Mokah no i ja. 



Obecnie jestem w drugim dniu wykonywania ćwiczeń. Po maratonie i tych dwóch turach czuję to wszytko co przez lata leżało odłogiem. Mam zakwasy na cyckach!

Jak niektórym wiadomo walczę rownież z Mel B.


Może to śmieszne, ale zdaje mi się, że widzę pierwsze efekty... szczególnie jeśli chodzi o pośladki. Doszłam do zadziwiającego odkrycia, iż mój cellulit który jest nieuchronny przy moich 'objętościach' się trochę schował. Efekt placebo? Tyle z rewelacji, bo jeśli chodzi o strefę brzucha to nie zauważyłam żadnych zmian. Zastanawiam się, czy zestaw Mel + Tiff mi w ogóle służy jeśli chodzi o tę strefę mroku?

Nadal nienawidzę zestawu na nogi i muszę się przyznać nawet przed sobą, że zaczynam go traktować po macoszemu. Prawie nie wykonuję pierwszych ćwiczeń (wstać-usiąść), bo później nie jestem w stanie wykonać niczego więcej.


Zaczęłam częściej uruchamiać aplikację Endomondo, przez dołączenie do akcji 'pomoc mierzona kilometrami". To ile robię kilometrów na rowerze zawsze jakoś kontrolowałam, ale zadziwiłam się, gdy zobaczyłam, iż w dniach kiedy z niego nie korzystałam lekko potrafię przejść 10 km! Oczywiście nie doceniałam tej aplikacji pod względem bateriożerstwa i często jest tak, iż telefon pada w połowie mojej trasy (np dziś)... Muszę poćwiczyć nad pilnowaniem ładowania przed wyjściem.

29 lipca 2013

Ciekawe fit-aplikacje na smartphone'y - subiektywnie

Jeszcze kilka miesięcy temu, byłam osobą która w kieszeni nosiła Swiss Voice’a… ah, to ładowanie baterią słoneczną (;



Na kilka dni przed ślubem okazało się, iż mój ojciec przedłużając umowę dostał smartphone… którego koniec końców dostałam w akcie desperacji, gdy nikt się do mnie nie mógł dodzwonić. 
Od tego czasu minęło kilka miesięcy i obecnie nie wyobrażam sobie, by zamienić smartphone na tradycyjny telefon. Dostęp do Internetu, możliwość personalizacji oraz kopalnia aplikacji to coś czego bym nie wymieniła (i to w końcu pierwszy od 2 lat telefon, który nie szwankuje od zalania mojego ukochanego Sony Ericssona piwem!).

Jestem gadżeciarą, tak więc wszelakie apki to mój żywioł. Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć kilka które mnie zaciekawiło lub znalazło moje uznanie. Być może coś wpadnie wam w oko? Wszystkie są bezpłatne lub posiadają bezpłatną wersję.


1a. Zombies, Run! lub darmowa wersja ZR Advance czyli ‘Run for your life’ dosłownie!



Program zliczający dystans jak Endomondo, ale… w odrożnienie od niego nie jest tylko statystykiem. Każdy przebiegnięty kilometr jest walutą w grze strategicznej polegającej na rozbudowie swojej fortecy przed atakiem zombie. Osobiście nie grałam (na razie nie biegam), ale pomysł wydaje się ciekawy… i może być dodatkowym bodźcem do pokonywania siebie. Apka posiada wersję, która przygotowuje do przebiegnięcia pierwszych 5km na raz,

1b. Zombie, Run!


Aplikacja o nazwie zwodniczo podobnej do tej z punktu wcześniej...  ale bazująca na jeszcze lepszym pomyśle. 

W mieście panuje dziwna epidemia... amerykańscy naukowcy się nie mylili! Paranoja panująca w tamtym kraju od kilku lat okazała się zapowiedzią pandemii! Zombie apokalipsa nadeszła. 

Wybierasz cel i ruszasz. Na mapie wyświetla się aktualna pozycja zombie, musisz dotrzeć do celu unikając kontaktu... tylko tak przeżyjesz!

Pomysł jest FANTASTYCZNY i dla mnie (osoby grającej w rpgi) posiada niesamowity potencjał do zabawy na świeżym powietrzu. Stanowi impuls do aktywności fizycznej, zmiany oklepanych tras i jest czymś co wychodzi poza kanon takich aplikacji. Godne polecenia dla wszystkich, nawet dla tych, którzy niekoniecznie lubią tematykę post-apo.


2. Endomondo.
Tą aplikacją zainteresowałam się już po założeniu bloga, widząc, że kilka osób robi w nim statystyki. Wcześniej zainstalowałam Navime GPS, który wydawał mi się przyjemniejszy jeśli chodzi o interfejs… niestety program przegrał na starcie w momencie gdy od lullaby dowiedziałam się o akcji ‘pomoc mierzona kilometrami’. Gdyby nie to, pewnie byłabym użytkowniczką Navime GPS z tego chociażby powodu, że wg opinii jest dużo mniej problematyczny. Korzystam z wersji free, czy ktoś zainwestował z PRO?


3. Licznik kalorii od FatSecret



Początkowo miał mi ułatwić określenie liczby kalorii przyjmowanych w posiłkach. Gdyby nie to, że dużo gotuję samodzielnie, a wprowadzanie własnych, wieloskładnikowych posiłków to katorga (a w mojej kuchni co chwile coś się zmienia, jedna potrawa ma wiele wariantów) pewnie byłby szerzej wykorzystywany. Posiada naprawdę bogatą bazę produktową przez co warto na niego zwrócić uwagę (żywność (również ta dyskontowa!), restauracje) i być może brakło mi jedynie cierpliwości w jego obsłudze. Pozwala kontrolować ilość spalonych kalorii i robi świetne wykresy kontroli wagi. Posiada wbudowany czytnik kodów kreskowych. Program ma niestety jedna przykrą wadę… do jasnej cholery, co to jest miarka kuchenna? Nigdzie nie jest to zdefiniowane, a parametr ‘1 miarka kuchenna’ pojawia się niesłychanie często.


4. E-Codes Free



Dla każdego kto dba o zdrowe żywienie, substancje kryjące się pod znakami ‘EXXX’ nie powinny być obojętne. Odkąd pamiętam czytałam etykietki, moje dziwactwo rozprzestrzeniło się po znajomych, z czego jestem niezmiernie dumna- kiedy znalazłam program zwalniający mnie z obowiązku pamiętania wszystkich skrótów od razu podbił moje serce. Jest unikalny, ponieważ nie tylko demaskuje skrót… opisuje wszelakie działania, ostrzega, ujawnia cele w jakich dana substancja jest wykorzystywana, podaje kraje w których substancje są zabronione. Posiada historię wyszukiwania. Korzystam z wersji free.



5. QR&Barcode

Czytnik kodów QR, pozwala jednak również na wyszukiwanie informacji o produktach w sieci po zeskanowaniu kodu kreskowego. Posiada wersję, która prócz dostępu do Internetu nie wymaga żadnych innych zezwoleń (kto instaluje aplikacje, wie jaki trend obecnie panuje u programistów).


6. Drinking Water


Pozycja dla każdego kto próbuje dbać o odpowiednie Blogger jest bezpłatnym narzędziem oferowanym przez firmę Google, służącym do publikowania blogów i łatwego dzielenia się swoimi przemyśleniami z całym światem. Blogger ułatwia publikowanie tekstu, zdjęć i filmów w blogu osobistym lub blogu zespołu.nawodnienie. Program jest w swej prostocie banalny: ustawiamy ilość kubków wody, które powinniśmy wypić, czas startu przypomina cza i koniec. Gdy program stwierdzi, że nic nie piliśmy przypomina o sobie- nam pozostaje uzupełnić płyny i kliknąć na szklankę… która napełnia się wodą i zapisuje godzinę. Program pozwala na prowadzenie statystyk. Wszystko jest w miarach objętościowych


7. Motivate Me! PL


Aplikacja śmieciowa, która nie ma funkcji innej niż motywowanie obrazkami i sentencjami w wybranej dziedzinie i z wybraną częstotliwością.


A Wy, posiadając smartphone'a pomagacie sobie fit-aplikacjami?

Relacja z 7. Maratonu Treningowego Blogerek + nowe wyzwanie: JĘDRNY BIUST W 30 DNI!!

Odświeżyłam atmosferę pod prysznicem, uzupełniłam płyny i jestem gotowa do zrelacjonowania 7. Maratonu Treningowego Blogerek


Na początku muszę wspomnieć, iż jest to mój pierwszy maraton, dlatego nie mam porównania i patrzę na to ze świeżą perspektywą. Właściwie teraz, rozważam przećwiczenie jakiejś starej edycji dla porównania. Od ujawnienia zestawu na blogu obecnej organizatorki, ćwiczenia co chwilę ulegały zmianie (to, że nie ćwiczyłam, nie znaczy, iż nie śledzę blogów zaangażowanych w akcję)- ja rozumiem, słowa krytyki i sugestie, poprawki. Dla mnie zestaw powinien być dopieszczony przed publikacją. Koniec końców ćwiczyłam dość rozbieżną wersję z pierwowzorem. Czytając komentarze i pierwsze relacje nastawiałam się na hardcore, ale mój duch walki był i wyglądał tak:


Za wizualizację dziękuję mojemu osobistemu trenerowi - Żabie. Tak, też tak dumnie wypinałam pierś.

Dla mnie ten maraton był tematyczny i spokojnie można by go nazwać "7. maraton Treningowy Blogerek: Hankle". Ponieważ przewidywałam, że z najlżejszą wersją ciężarków męża (1,5kg) nie dam rady mój osobisty trener zaproponował alternatywny sprzęt:


Żaba siedziała wygodnie i nadzorowała, a ja ćwiczyłam z moją playlistą. Jak po?

Przede wszystkim, po rozgrzewce stwierdziłam, że ta z Mel B., na która ostatnio marudziłam nie jest zła. Zupełnie nie przypadła mi do gustu. Chociaż pojawiło się w niej jedno ćwiczenie, które będzie u mnie miało sentyment. 


Kobieta opowiada, a ja sobie myślę: 'No okk, to położę nogi na łóżku". Zaczyna 'rollować', a ja się zastanawiam, jak mam sobie z tym ćwiczeniem poradzić. Głupi ma szczęście... dzień wcześniej kupiliśmy krzesło obrotowe na kółkach, więc to wykorzystałam. A Wy jak sobie z tym poradziłyście?

Zestawy które znałam, to Fittapy i Tiff (bo robię z nią wyzwanie).

- zestaw, który podobał mi się najbardziej: pomijając fakt, iż ucieszyłam się, że pojawił się zestaw ze skakanką i hanklami na brzuch (który baardzo lubię), to najbardziej podobało mi się 7mio minutowe Cardio- intensywny i pozytywny. Zzaskoczyłam się również Zumbą- nie miałam nigdy styczności, byłam trochę uprzedzona, gdyż wydawało mi się, iż to coś aerobikowego. Tu zestaw miał świetnie skoordynowaną muzykę... tylko ja jako beztalencie w takich kwestiach miałam problemy z wyrobieniem.

- zestaw, który podobał mi się najmniej: rozgrzewka, yoga i rozciąganie. Rozgrzewka wiała nudą... i była strasznie długa, jestem zbyt mało elastyczna na takie rozciąganie, natomiast yoga wydawała mi się wklejona w złym miejscu.

- najbardziej męczący zestaw: 7mio minutowe cardio i 20 minut z Fittapy; techniczne problemy miałam z Zumbą i Tae Bo

- w następnym maratonie zmieniłabym:
jestem marudą, tak więc kilka rzeczy na pewno proponowałabym poprawić. Przede wszystkim dla mnie rozłożenie filmików jest fascynujące. Spodziewałabym się Skakanki i brzuchów od Fittapy jakoś na początku, bo to ćwiczenie jest jednak bardzo intensywne. Tak samo ćwiczenia na ręce z hanklami, a później zestaw który na samym początku wymaga ich zaangażowania (Yoga, gdzie już na początku mamy planki boczne). Może ja mam tak słabe ręce... ale przez to nie byłam w stanie wykonać ćwiczeń w ustawowym czasie (bo łapy odpowiedziały posłuszeństwa!). 

Ogólne wrażenia: myślałam, że będę wyglądać jak przeciągnięty po asfalcie pies. Jestem zaskoczona, że taki wysiłek zniosłam dość dobrze. Być może dla mnie za mało było bardziej intensywnych i ruchowych ćwiczeń na początku (boże, czy ja mam taką dobrą formę czy olewkowo robiłam te ćwiczenia?), gdzie można było się wyskakać i poczuć pracujące mięśnie. Przez to długo wiało nudą. Tak na prawdę bardziej wymęczona czuję się po 40 minutach z Mel B. z wyzwania, niż po tym maratonie.

..........

Mokah rozkręciła wyzwanie 'JĘDRNY BIUST W 30 DNI!!!' do którego bez chwili wahania dołączam, bo właściwie kilka dni wcześniej po notce u Agnes zaczęłam ćwiczyć.


Dziewczyny! Łączmy się w walce o zajebiste cycki!

Jak ćwiczyć? Codziennie, cztery ćwiczenia, 15 powtórzeń. Efekt Push-up: dwie serie!

1. Modlitwa:


Złóż ręce jak do modlitwy na wysokości biustu. Mocno dociskaj je do siebie, licząc do 3 ii rozluźniaj. Ćwiczenie powtórz 15 razy.


2. Guma:

Stojąc wyciągnij przed siebie lekko ugięte ręce. Za pomocą sztywnej gumy rozciągaj i powoli ściągaj ręce, nie robiąc przerw między powtórzeniami. Ćwiczenie możesz wykonać również na siedząco. Wykonaj 15 powtórzeń.

3. Pionowa pompka:

Stań twarzą do ściany, oprzyj o nią ręce na wysokości ramion. Zginaj i prostuj ramiona, jakbyś robiła pompki. Wykonaj 15 powtórzeń. Możesz skusić się na 2 serie :)

4. Krzyż:

Stań w lekkim rozkroku, weź w dłonie lekkie hantle 1 kg. Mogą być dwie butelki z wodą 1-litrowe. Wyprostuj ręce i unieś je na wysokość twarzy. Na zmianę dynamicznie krzyżuj i prostuj ręce. Wykonaj 15 powtórzeń.

(mokah, google.pl)

28 lipca 2013

Wyzwanie z Mel B - relacja + moja playlista

Na początku pochwalę się Wam- w końcu mój komputer ma połączenie z siecią (mam polskie znaki!).

Wiem, że dzisiejszy dzień należy do 7. edycji maratonu treningowego, niestety nie jestem w stanie wykonać go w tym czasie (mały metraż, mąż i ja z maratonem to zbytni hardcore, dlatego muszę poczekać, aż wyjdzie do pracy). Ćwiczę jako spóźnialska- jutro. I wtedy też pojawi się moja relacja.

Dziś chciałabym jednak opisać moje pierwsze dni z wyzwaniem '30 dni z Mel B. + Tiffany na boczki". Moja tablica wygląda obecnie tak (mam już na jutro wpisany maraton!).


Jeśli chodzi o rozkład ćwiczeń w tygodniu to przedstawia się to następująco:


Jak już napisałam- ze względu na warunki mieszkaniowe treningi w weekend są bardzo trudne do wykonania. Dodatkowo po 2 dniach pełnego treningu złapałam okropne zakwasy na udach, co już w piątek (3 dzień) sprawiło, że nie byłam w stanie skończyć zestawu na nogi i odpadłam w połowie. Stwierdziłam, że najrozsądniejszym wyjściem z sytuacji będzie zrobienie sobie 2 dni na regenerację (weekend), tym bardziej, że w poniedziałek czeka na mnie maraton! 

Pierwszy dzień z Mel B. był przygodą- właściwie znałam jedynie ćwiczenia na brzuch (teraz po 3 dni zaczynam się do nich przekonywać). Muszę przyznać bez bicia, że rozgrzewka nie należy do moich ulubionych i raczej nigdy nie sięgnę po nią w swoim treningu. 
Kilka ćwiczeń okazało się dla mnie torturą- idzie mi z nimi coraz lepiej (wyrabiam technikę lub mięśnie). Oto moje zestawienie (ćwiczenia są w kolejności w jakiej pojawiają się w całym treningu):

Nr 1:
Trudnością tutaj nie jest wykonywanie samego ćwiczenia, ale... mój tyłek. A dokładniej... kość ogonowa? Za każdym razem czuję, że wycieram jakąś jej częścią spracowany dywan. Mój błąd, czy tak jest i muszę to przeboleć (dodam, że ćwiczenie to nie wykonuję pierwszy raz)?

Nr 2:
Nie widzę dokładnego sensu tego ćwiczenia, szczególnie z nogami ułożonymi w ten sposób. Nie boli mnie nic innego prócz ramion.

Nr 3:
Tu autentycznie czuję jak boli mnie pośladek (kość?)... i to znów nie od ćwiczeń, a wyłącznie tego, że na nim się układam. Problem częściowo rozwiązałam układając się bardziej na pupie... To ćwiczenie wyciska.

Nr 4 i 5:


Te dwa ćwiczenia, szczególnie zestawione zaraz po sobie to moja grupa śmierci. Jeszcze nie wykonałam nawet połowy. dodatkowo podczas wykonywania drugiego ćwiczenia przytrafiają mi się bardzo dotkliwe przykurcze. Jestem ciekawa czy kiedyś będę w stanie przećwiczyć cały określony czas...

Nr 6:
Trening nóg... po kilku minutach wstawania i siadania nie jestem w stanie podnosić nóg... a później jeszcze robić wykopów. Przypuszczam, że te ćwiczenia odpowiadają za moje zakwasy.

Nie mniej jednak, przynajmniej teraz... ćwiczy mi się w miarę przyjemnie, 40 minut mi się nie dłuży (ciekawe jak będzie w przyszłym tygodniu, należę do osób, które szybko nudzą się jednym zestawem ćwiczeń). Tą część lubię o wiele bardziej niż Tiff. Niby ćwiczenia przyjemne, ale taki styl ich prowadzenia zbyt przypomina mi aerobik, do którego od czasów gimnazjalnych pałam nienawiścią.

Ostatnim czasem zmotywowałam się do stworzenia mojej własnej, osobistej playlisty na kanale youtube'a- jeżeli ktoś chciałby poćwiczyć przy dynamicznej liście odtwarzania w klimatach rockowo/metalowych udostępniam link. Kawałki mają dość podobne tempo, a dzięki basom dają mi niesamowitego kopa (jak się cieszę, że mam subwoofer, który sprawia, że moje doznania są intensywniejsze).

Annubisowa playlista

26 lipca 2013

Lodówkowy Tag

Jestem okropna, strasznie mi się nudzi, rozpiera mnie kreatywność i stworzyłam internetowego potwora- 'lodówkowy tag'.

Prawdopodobnie większość z Was spotkała się z taka forma 'zabawy', gdyby nie zasady są proste: uzupełniasz i przesyłasz dalej. Oryginalny (pusty) obrazek znajduje się poniżej:



Aby nie być gołosłowną- uzupełniam pierwsza.


Tagi rozsyłam nieśmiało (nie wiem, czy mnie nie zlinczujecie) do:

Moniczka     Pestka Dyni    Mokah

25 lipca 2013

Rowerzysta – ‘krotki’ poradnik



Przeglądając blogi słowo ‘rower’ pada bardzo często. Być może przemierzacie rekreacyjnie zielone, wiejskie przestrzenie… ja straciłam ta możliwość przenosząc się z spod krakowskiej wioski do jednej z dzielnic Krakowa- Nowej Huty. Mieszkając jeszcze z rodzicami zawsze marzyłam o krajobrazie wyjętym z mazowieckich wsi- dla mnie to teren idealny na odprężające wycieczki rowerowe przy niewielkim wysiłku. Mieszkając w pasie pierwszych przed Zakopanem pagórków ‘wszędzie miałam pod górkę’. Opowiadałam o tej przypadłości terenu wielu znajomym i póki nie zobaczyli na własne oczy zaprzeczali, ze to przecież niemożliwe (sprawa wygląda po prostu tak, ze dom leży na stoku, w obie strony droga prowadzi w gore przez większość czasu). Nie żałuje- obecnie miejski ze mnie stwor.

Sama jazda na rowerze ma dla mnie niesamowity sentymentna wyjeździe dwa lata temu poznałam męża, który organizował przejazd Kraków-Kety (celem był Bałtyk, ale niesubordynacja części grupy i tydzień jazdy w ciągłym deszczu zaprzepaściła ten plan) (;

Swoja droga- przegląd jak nasze namioty wyglądały na początku i pod koniec przez ciągłe opady.


 przed:


w trakcie:




Nie czuje się jakaś specjalistka w tej dziedzinie, podzielę się jednak kilkoma radami dla wszystkich planujących dłuższy wyjazd z mojej perspektywy.

Rowerzysta w terenie:


  1. Rower – oczywista oczywistość: musi być sprawny. Bezpieczeństwo ale i względy praktyczne… w trasie ciężko jest reperować usterki.
  2. Bagaż – im mniejszy, tym lepiej. Prosta zasada: co bierzesz, wozisz. Ponadprogramowe wyposażenie może nie robi różnicy przy pierwszych 100 km- później każdy dodatkowy kilogram boli. Jeżeli wyjazd jest grupowy dobrze ustalić oczekiwania- tak by moc przygotować się na optymalna ilość kompletów odzieży. Uniknie to problemów związanych z tym, ze ktoś nie ma już ciuchów i chętnie zatrzymałaby się bliżej cywilizacji, a inna osoba może jechać drugie tyle.
  3. Pogoda. Deszcz – nas osobiście zaskoczył… Nie pod względem, ze zupełnie się na niego nie przygotowaliśmy, nie spodziewaliśmy się całego wypadu w deszczu (jakbyśmy ciągnęli chmury za sobą). Wszelkie płaszcze i środki zapobiegawcze rozpadły się bardzo szybko. Uratowały nas najzwyklejsze czarne worki na śmieci (duże i grube). Podkładaliśmy je pod namioty, owijaliśmy bagaże… nawet sami się nimi owijaliśmy. Dzis nie wyobrażam sobie wyjazdu bez przynajmniej 3 sztuk- mało waza, a należna do sprzętów ‘macgejwerowskich’. Słonce – filtry, okulary, czapki. Świetnym pomysłem jest chustka zawiązana na karku.
  4. Apteczka – na wszelakie NNW. Bardzo chwale sobie antyseptyki w kremie. Gdy leży się po łokcie w piasku z pobocza na jakimś odludziu, leje jak z cebra, ma się rozwalone nogi, a trzeba wsiąść na rower i jechać dalej, to jest coś uniwersalnego. Dzieki mazistej konsystencji zapobiega dostawaniu się patogenów z woda, koi obtarcia (które potraktowane czymś innym zamieniłyby się w strupy!).


  5. Mokre chusteczki – doradzam wszystkim. Sa uniwersalne i świetnie sprawdzają się jako substytut prysznica. Pozwalają zachować minimum higieny- gdyby nie one chyba byśmy skisły w namiocie biorąc pod uwagę, ze koniec końców każda z dziewczyn na wyjeździe zaliczyła okres. Goliłyśmy nawet na nich nogi ;] Tzw ‘mokry papier toaletowy’ nie spełnia tej funkcji.

  6. Karimaty – mogą się wydawać zbędnym wyposażeniem. Ten kto wziął karimatę na wyjazd za moja rada nie żałował. Od razu mowie, ze na takie wyjazdy nie ma co inwestować w drogie rzeczy- najlepsze są te najtańsze (można je porzucić, wykorzystać w inny sposób). Te grubsze, jakby gąbkowe- są wygodniejsze, ale dużo mniej wytrzymałe… i kosztują często minimum 4 razy więcej.
  7. Doza kreatywności  i dobre towarzystwo– bo bez tego ciężko. Trzeba się nastawić na dostosowywanie do warunków. I tak… nie wzięłam rękawiczek rowerowych. To nic! Wycieczka do sklepu spożywczo-przemysłowego. Zakup zwykłych rękawiczek ogrodowych, które okroiłam z palców.
  8. Bezpieczeństwo – nie ma co szaleć ze stylem na dwóch kolach. Jeżeli jedziecie w dłuższą trasę lepiej nie brać ciuchów ‘wyglądających na drogie’. Niepotrzebnie zwracają uwagę i zwiększają ryzyko zaczepek czy nawet rabunków. Warto rozważnie wybierać noclegi- lepiej poprosić kogoś o możliwość noclegu na posesji niż ryzykować dziki kemping w lesie… szczególnie jeśli przez przypadek znaleźliście się na terenie parku krajobrazowego (prawdziwy przypadek xD). Polecam zaopatrzenie się w gaz pieprzowy.

Ostatnio zarówno ja jak i mój maż poruszamy się jednak głównie po mieście. Od niedawna obowiązuje nowelizacja przepisów dotyczących rowerzystów. Z tego powodu często organizowane są tzw ‘łapanki’ podczas których można zarobić mandat. Nieznajomość prawa niestety nie zwalnia z odpowiedzialności.

Świetnie gdy możemy poruszać się ścieżka rowerowa… niestety jest to marzenie ściętej głowy. Nie wiem jak w innych miastach, ale w Krakowie często jest tak, ze ścieżka mająca łącznie z 300 metrów urywa się kilkukrotnie na chodniku. Wtedy pozostaje on lub ulica. W świetle przepisów poruszanie się po chodniku (jeśli znaki nie informują inaczej) jest wykroczeniem. Tu znów kilka rad ode mnie:

Rowerzysta w mieście:

Jazda po chodniku jest wykroczeniem, (jeżeli znaki nie stanowią inaczej), ale przewidziane sa od tego wyjątki:
  1. Masz pod opieka dziecko w wieku do 10 lat.
  2. Chodnik ma ponad 2 metry szerokości
  3. Na drodze obowiązuje prędkość dopuszczalna wyższa niż 50 km/h
  4. Na drodze panują złe warunki atmosferyczne.

Dodatkowo warto zauważyć, iż jeżeli ścieżka rowerowa znajduje się po Twojej lewej stronie w stosunku do kierunku jazdy nie masz obowiązku poruszać się nią. W innym przypadku jadać ulica łamiesz prawo.


Rowerzysta na przejeździe rowerowym ma pierwszeństwo- ładnie ilustruje to filmie poniżej.



Teraz kwestia najbardziej problematyczna dla mnie – wjazd na ścieżkę z ulicy. Znów przygotowałam rysunki poglądowe. Uprzedzam jednak, ze żadne przepisy nie regulują takiego wjazdu- jest to metoda na chłopski rozum i jedyna potwierdzona w czeluściach Internetu.




W pierwszym przypadku rowerzysta jedzie na wprost. Ścieżka rowerowa jest po lewej stronie w stosunku do jego kierunku jazdy, nie ma obowiązku nią jechać- może, ale nie lamie prawa poruszając się po ulicy (Przepis ten ma zastosowanie szczególnie dla kolarzy, którzy przecież często osiągają prędkości bliskie 50 km/h.).

Drugi przypadek to zjazd z ulicy na przejazd w lewa stronę. Najpierw zmiana pasa ruchu, a później włączenie się do ruchu gdy sygnalizacja na to pozwala. Trzeci przypadek obrazuje sytuacje, gdy na przejeździe znajduje się inny rowerzysta (ma on pierwszeństwo, dlatego należy go przepuścić) .

 Opuszczając ścieżkę rowerowa należy ustąpić pierwszeństwa wszystkim.

Nowelizacja dopuszcza również jazdę w kolumnie, jeżeli nie utrudnia to jazdy innym pojazdom. W praktyce: prócz mało ruchliwych dróg wiejskich,  jeżeli droga jest kilku pasmowa spokojnie można jechać kolo siebie (zmiana pasa ruchu na takich drogach przez auto nie jest uznawane za utrudnienie w ruchu).

 To chyba tyle ode mnie (;

...
Przeglądając blogi, znalazłam ciekawy post u moni1255 na blogu 'Historia pewnego treningu' z kilkoma rzeczowymi poradami na temat dobrej taktyki jazdy na rowerze oraz informacjami co warto zabrać ze sobą jeśli chodzi o prowiant.

24 lipca 2013

Obecny stan rzeczy vol. 2

Minal prawie miesiąc od ostatniego pomiaru. Chociaż waga stoi raczej w miejscu (nadal oscyluje w okolicach 68 kg), to pewne efekty widzę po ubraniach. Jak już pisałam zmieściłam się miedzy innymi w spodnie z chińska numeracja 28. To tylko podkręciło moja ciekawość do aktualnych wymiarów. Dlatego czas na podsumowanie vol. 2.

Ciesze się, ze straciłam cokolwiek- ponieważ popełniam mnóstwo błędów, jestem niekonsekwentna w ćwiczeniach i właściwie poziom trzyma moja jazda na rowerze, gdzie tygodniowo (pon-pt) robię ok. 100 km. Nadal trzymam się w ryzach z cukrem, przy czym zatrzymałam się przy 2 łyżeczkach cukru. Moim wielkim przewinieniem jest nieregularność posiłków, szczególnie śniadań!!!

Postanowienia:
- śniadania, śniadania, śniadania!
- poprawienie regularności ćwiczeń w domu (wyzwanie przyjęte: Mel B + Tiffany; maraton treningowy)
- nie podnosić cukru

7 maraton treningowy bloggerek + pierwsze wyzwanie

Tak! W końcu podłączono mnie do internetu, dzięki czemu nareszcie mogę w pełni korzystając z jego dobrodziejstw. Na pierwszy ogień: w końcu podjęłam decyzje o dołączeniu do maratonu treningowego! Piątego maratonu nie ogarnęłam, szósty przeminął gdy borykałam się z odcięciem do sieci... teraz w końcu mogę spróbować swoich sil. Niestety już wiem, ze nie dam rady wykonać ćwiczeń w podanym dniu, będę spóźnialska!


ZASADY
- Maraton trwa dwie godziny (razem z rozgrzewką i rozciąganiem)
- Gotowy zestaw ćwiczeń pojawi się dzień przed Maratonem
- Uczestniczki Maratonu są zobowiązane do zdania relacji w notce na swoim blogu

WARUNKI WZIĘCIA UDZIAŁU W MARATONIE
1.Wyrażenie chęci udziału w komentarzu pod postem, zgłoszenie powinno zawierać:
- imię
- adres bloga
- proponowane filmiki z zestawami ćwiczeń
- tytuł piosenki, którą chętnie usłyszycie podczas ćwiczeń
2. Umieszczenie na swoim blogu bannerka z aktywnym linkiem do wpisu o Maratonie
3. Dla odważnych i zakręconych: zrobienie wesołych zdjęć "przed" i "po" ćwiczeniach
4. Umieszczenie na swoim blogu krótkiej relacji z Maratonu, relacja polega na uzupełnieniu luk:
- zestaw, który podobał mi się najbardziej:
- zestaw, który podobał mi się najmniej:
- najbardziej męczący zestaw:
- w następnym maratonie zmieniłabym:
(opcjonalnie) zdjęcia "przed" i "po" treningu 


Więcej tutaj


Dodatkowo podjęłam wyzwanie Mel B + Tiffany. Zaczynam dziś i nie wiem co z tego będzie- miałam przygodę z Mel B i jej ćwiczenia niekoniecznie mi podeszły. Niestety, ostatnio mam problemy z motywacja do ćwiczeń w domu...




O co chodzi ? 
Przez miesiąc będziemy się skupiać, na newralgicznych partiach naszego ciała tj :
Brzuch , uda i pośladki !
Podejmij ze mną to wyzwanie, by już za miesiąc, moc się cieszyć efektami :)
Zestaw ćwiczeń z MEL B :


1) Rozgrzewka 5 min
2) Brzuch 10 min
 3) Pośladki 10 min
 4) Nogi 10 min:
 5) Rozciąganie 5 min

+ co drugi dzień Tiffany

(ciaplam od bycidealna)


Czas zacząć... (;

15 lipca 2013

Rzeczy, za którymi bedę tęsknić gdy schudnę

Gdy podejmowałam decyzje o utracie wagi, byłam świadoma, że wiele rzeczy się zmieni... również moja szafa. Nie chcę pisać o marzeniach o zejściu do mniejszych rozmiarów i o tym co sobie wtedy kupię. Przepakowywując kartony z ubraniami naszła mnie smutna myśl, iż wiele z moich ulubionych ubrań po prostu nie będzie pasować. Miałyście takie dylematy?

Osobiście bardzo przywiązuję się do wielu rzeczy. Nie, nie mam natury zbieracza- nie mniej jednak, kilka z nich ma wartość sentymentalną lub jest na tyle unikatowa, iż nie chciałabym się z nimi rozstawać.

Niestety (lub stety) moja motywacja jest silniejsza niż takie rozterki, tym bardziej, iz z ciekawości przymierzyłam ostatnio spodnie, które zalegają u mnie w szafie. Kupiłam juz wtedy mniejszy rozmiar niż mój, ponieważ nigdzie nie można bylo dostać czarnych biodrówek-dzwonów. Łudziłam się, że się 'rozejdą'. Ale wiecie co...? Weszłam w nie i są obecnie okk (chińskie 29, przedtem nosiłam 32)!

Poniżej sesja zdjęciowa ciuszków, których będzie mi brakować najbardziej:

1. Spódnice:

 
Skórzana pochodzi jeszcze z czasów liceum, krótka w czaszki kupiona niedawno spełnia marzenia o asymetrycznej spódnicy.

2. Sukienki:


 Średnio przepadam za sukienkami- uważam, że raczej źle w nich wyglądam- te tutaj jednak mają to coś. Pierwsza nadruk, druga natomiast zapięcie na całą ługość sukienki.

3. Bluzki/bluzeczki/T-shirty


 



 
Jestem typową T-shirtówką. Najbardziej brak mi będzie tego ostatniego, przywiezionego z Pyrkonu (pamiątka!) i własnoręcznie robionej koszulki z Dr. Housem. O ile z samymi T-shirtami pewnie nei będzie, aż takiego problemu po zmianie rozmiaru... to dwie bluzki prawdopodobnie będą brzydko wisieć );

4. Inne

 

Płaszczyk (co prawda w kolorze, którego nienawidzę- bo brązowym) stylizowany na mundur. Wyglądam w nim jak jakaś bojówka polityczna gdy na głowie mam żółtą czapkę wydziałową.
Ostatnie zdjęcie to gorset, który kupiłam sobie za swoją pierwszą wypłatę- pocieszam się tym, że jest trochę ciaśniejszy (pozostaje przerwa przy wiązaniu) i gdy schudnę nie będę musiała oddawać go do przeszycia...

A u Was jak tam z szafowymi rozterkami? Też miałyście takie problemy jak ja? Czy może tylko ja jestem tak dziwna i żal mi moich ubrań w rozmiarze XL?