19 lutego 2015

Krok pierwszy: zweryfikowanie błędów żywieniowych

Fakt, iż zaczęłam przybierać na wadzę po pewnym czasie każe wnioskować, iż w moim żywieniu pojawiły się pewne błędy, które wpłynęły na wahania wagi. Po zakończeniu etapu utraty na wadzę, przez ponad rok udawało mi się otrzymać moją wagę optymalną, która wahała się od 61 do 62 kg. Dlatego tez warto odpowiedzieć sobie na pytania, co zmieniło się w moim życiu. Udało mi się zlokalizować moje 4 grzechy główne.
1. Brak śniadań, tendencja do 1 posiłku dziennie

Z tym punktem walczyłam od samego początku - nigdy nie miałam wyrobionego zwyczaju regularnego jedzenia, nie pamiętam od kiedy zaczynałam dzień inaczej niż kawą, a o jedzeniu przypominałam sobie około godziny 14. Konieczność dopasowania się z posiłkami do męża stworzyła również problem późnego obiadu (najwcześniej godzina 17), który często okazywał się najbardziej wartościowy, jak nie ejdyny.

2. Brak aktywności fizycznej

Na etapie utraty wagi regularnie wykonywałam ćwiczenia - moja aktywność fizyczna opierała się głównie na jeździe na rowerze, w późniejszym czasie cardio i ABS. Zima nie sprzyja aktywności na świeżym powietrzu, a bez niej motywować się do aktywności w domu było coraz trudniej. Ostatecznie nawał obowiązków oraz wrodzone lenistwo wygrały z motywacją.

3. Dieta oparta na węglowodanach - głównie chlebie i makaronie

Momentem przełomowym, jeśli chodzi o wznowienie przybierania na masie było wprowadzenie zwiększonej ilości węglowodanów do diety. Trzy miesiące noszenia kanapek do 'pracy', a następnie zajadanie potraw na bazie makaronu (który kocham) wieczorem przyczyniło się do większego 'zapuszczenia'.

4. Używki - piwo, morderca talii

Okres po obronie był również intensywny pod względem imprezowania, a jak wiadomo gdzie piwo tam najlepsza impreza. Pomijając już fakt, iż sam alkohol jest w pewnym stopniu pustą kalorią, to wzmaga apetyt, a więc chipsy i inne przekąski smakują lepiej. Jak wiadomo, przed imprezą też należy zadbać o to by nie zazgonić po drugiej kolejce - tak więc koło się zamyka.

Metoda małych kroków powrotu do zdrowych nawyków żywieniowych - to moja strategia. Nie oszukujmy się, zarzucając wszystko i mówiąc 'od dziś zmieniam żywienie o 180 stopni', albo motywujemy się bardziej albo skazujemy na porażkę. Ponieważ pokusy są wszędzie wybrałam stopniowy program naprawczy. Oto moje cele:

1. Regularność posiłków - początkowo 3 dziennie, docelowo 4.
2. Wprowadzenie aktywności fizycznej - minimum 3 razy w tygodniu.
3. Zróżnicowanie diety, obiady białkowe, a nie węglowodanowe. Zasada - im później tym mniej węglowodanów w posiłkach.
4. Ograniczenie alkoholu do ilości niezbędnej.

17 lutego 2015

Nowe postanowienie - do czerwca - 8kg.

W styczniu zeszłego roku ważyłam 58 kg i moje wymiary były prawie spełnieniem marzeń. Niestety zarzucenie ćwiczeń i rzucenie się w wir obowiązków życiowych (szpital, magisterka, praktyki, imprezy, imprezy) spowodowało, że waga wskoczyła na poziom ok. 62 kg - był to stan akceptowalny. Niestety czarę goryczy przelały święta i okres około grudniowy, oraz zarzucenie całkowicie nawyków żywieniowych przez ostatnie 3 miesiące.  Nastał moment, gdy na wadze wybiło 65 kg, a wymiary skoczyły nawet o 5 cm, cofając mnie o półtora roku w moim celu. Męska decyzja - należy coś ze sobą zrobić.

Przy ostatnim podejściu w pół roku udało mi się zejść z rozmiaru dużego XL na S, nie porywam się na równie heroiczny wysiłek, pragnę dobić do wymarzonej wagi 55 kg. Tak więc: 8kg w 100 dni.


Rysunek powyżej przedstawia moje wymiary - oraz zmianę od stanu w styczniu. Zaczynam.