30 grudnia 2013

5 żelaznych zasad Ann(u)biska w walce z kilogramami

Gdziekolwiek nie wypłynie temat mojej metamorfozy (która nadal trwa!), pada pytanie: 'jak to zrobiłaś?'. Popadam wtedy w pewnego rodzaju zakłopotanie. Bo właściwie co robiłam? Nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie z biegu. Dlatego też, postanowiłam zatrzymać się nad tym tematem dłużej, pokontemplować. Doszłam do wniosku, że w całej tej drodze do wymarzonej sylwetki ciągle odbijało się kilka zasad, których starałam się przestrzegać, które były moimi wektorami na nowy wygląd, pozwalający powoli akceptować swój wygląd.

1. Życiowa dieta, diety cud nie istnieją.
Pierwszym krokiem było uświadomienie sobie co właściwie jest powodem mojej nadwagi. Właściwie odkąd pamiętam zawsze oscylowałam w granicach rozmiaru L-XL. W pewnym momencie jednak zaczęłam tyć intensywniej. Okazało się, że winą obarczyłam bardzo późne obiady, które bardzo często składały się z makaronów. Dodatkowo potrafiłam nie jeść nic przez cały dzień, co skutkowało wchłanianiem olbrzymiej ilości podczas tego późnego posiłku. W tym czasie na stałe zadomowiły się u mnie nocne przekąski do wieczornego filmu oraz słodkie, gazowane napoje.
Zmiany w trybie życia i ożywiania musiały nadejść. Zewsząd kusiły diety cud, obiecujące wspaniałe rezultaty. Uświadomić należy sobie jednak, że są one swego rodzaju niewyćwiczonymi sprinterami w dietetyce, po dotarciu do mety i powrotu do poprzednich nawyków szybko pojawia się efekt jo-jo. Podczas odchudzania należy być maratończykiem. Zmiany wprowadzać powoli (tak, by organizm nie zorientował się w podstępie mającym na celu pozbawienie do zapasów tłuszczu), na stałe. Jednym słowem, zmiany nie mogą być nierealne do zrealizowania długoterminowo.

Jak wyglądało to u mnie?
- Ograniczenie węglowodanów, szczególnie cukrów prostych, często spożywanych późnym wieczorem
- Walka o regularność posiłków. Głodzenie się przez cały dzień nie pomaga w utracie kilogramów, rozstraja metabolizm, co więcej... powoduje, iż rzucamy się na posiłek jak wygłodniały wilk.
- Powolna zmiana diety: wprowadzanie warzyw w miejsce 'zapychaczy'. Świetnie sprawdziła się tutaj zasada, iż obiadokolacje naprzemiennie zawierały więcej i mniej węglowodanów.
- Im późniejsza pora, tym mniej węglowodanów w posiłkach.
- Woda jest sprzymierzeńcem, nie wrogiem. Wraz z zieloną herbatą wyparła prawie praktycznie sztucznie słodzone napoje.

2. Pozwól sobie na małe grzeszki, ważna jest rozwaga- świadomość żywnościowa.
Trudno utrzymać dietę, gdy na każdym kroku kuszą słodkie przekąski, tak chętnie spożywane w okresie przed dietą. Utrzymanie postanowień i całkowitego rygoru jest prawie niemożliwe, często kończy się słomianym zapałem i rezygnacją z podjętego wyzwania.

Jak to wyglądało u mnie?
- Jeżeli zachcianka na 'słodkie' była zbyt wielka by z nią walczyć, próbowałam zaspokoić tą żądzę słodkim chrunchy na śniadanie.
- Słodycze w umiarze- kilka, a kilkanaście cukierków robi wielką różnicę. Gdy czekolada zbyt głośno domagała się o spożycie, pozwalałam sobie na nią w ciągu dnia, w ilości kilku kostek. Nigdy wieczorem, do filmu.

3. Nic się samo nie zrobi.
Niestety biadolenie nad swoim stanem nic nie zmieni. Gdy podejmujesz decyzję, masz odpowiednią motywację jedyną przeszkodą dla siebie jest 'Ja'. Rozleniwiony metabolizm sam się nie nakręci, spalacze tłuszczu nie przyniosą rezultatu przy braku zmiany trybu życia.

4. Dieta i ćwiczenia to dwa niezależne wektory o zwrotach skierowanych w kierunku marzeń.
Często powtarza się, iż dieta i ćwiczenia to 70% oraz 30% sukcesu. Tak na prawdę samą dietą schudniesz, ale to ćwiczenia pozwolą Ci wyglądać jak chcesz. Wg pewnych badań jednoczesne ćwiczenie z wprowadzoną dietą pozwalało na utratę do 2-3 kg więcej niż przy samej diecie. Nie, nie namawiam tutaj do zupełnego zaprzestania ćwiczeń. Początkowo ważne są ćwiczenia cardio lub interwały, wszelakie ABSy czy rozpowszechniona 6 Weidera nie przyniesie rezultatów na których nam zależy, ponieważ nie są to ćwiczenia przyśpieszające metabolizm.

5. Bilans dodatni, bilans ujemny.
Ważne jest uświadomienie sobie ile kalorii tak na prawdę dostarczamy naszemu organizmowi. Nawet jedząc same warzywa i wyrzekając się fast-foodów, a przyjmując więcej niż dzienne zapotrzebowanie nie zauważymy efektów diety. By redukować masę ciała potrzebujemy ujemnego bilansu kalorycznego, czyli mniejszej ilości kalorii niż dzienne zapotrzebowanie przy danym trybie życia. Ćwiczenia przy bilansie dodatnim powodują przyrost mięśni, rozbudowę sylwetki, a nie redukcję tłuszczu.

22 grudnia 2013

Pokaż swoją twarz- czyli mój świąteczny prezent dla Was

Nigdzie na blogu nie upubliczniałam zdjęcia swojej twarzy- postanowiłam zrobić krok do przodu, tym bardziej, że jest ku temu okazja. Stwierdziłam, iż moim prezentem świątecznym dla wszystkich zaglądających na mojego bloga będzie... pokazanie kto siedzi po drugiej stronie. Zapewne nie raz ktoś zastanawiał się jak ten pulchniak, co niby tyle schudł wygląda w realu.

Kilka dni temu, w okolicy Bramy floriańskiej zaczepił mnie bloger Mr. Faceless i poprosił o za pozowanie do zdjęcia, które rozpoczynać miało serię "Portret Nieznajomego'. Oto wynik tego spotkania:

Wcześniej strzeliłam sobie również fotę sama- wtedy jeszcze nie miałam grzywki:

A tak ogólnie, to Mikołajowego- nawet u mnie w laboratorium jeden zagościł, oczywiście dopasowany do koloru włosów:


20 grudnia 2013

Rozdanie u Asi S - trochę prywaty, gdyż zakochałam się w tej sukience + może coś kosmetycznego od Kini?


Do wygrania u Asi S. w tym rozdaniu jest oto to granatowe cudeńko w rozmiarze S:

Konkurs trwa do 11.01.2014r. Niczego nigdy nie wygrałam, może w przyszlym roku się uda- trzymajcie kciuki!


U Kini też można zgarnąć coś ciekawego


18 grudnia 2013

O chromie, czyli kolejna dygresja chemika

Zapewne nie jedna z Was, podejmując walkę z nadprogramowymi kilogramami rozważała wspomożenie się 'tabletkami odchudzającymi'. Wokół nich narosło wiele mitów, wiadomo na pewno, iż:
- kuracja taka do tanich nie należy,
- nic się za nas (niestety) samo nie zrobi.

Dziś nie chcę rozpisywać się na ten temat, chciałam aby aluzja ta była wprowadzeniem do głównego tematu mojego dzisiejszego postu- chromu.
Chrom kojarzyć się może z wieloma rzeczami- chromowanymi powierzchniami, barwnikami albo po prostu z  pierwiastkiem umiejscowionym na tablicy Mendelejewa.
Tutaj warto zauważyć, iż pierwiastek ten występuje na wielu stopniach utlenienia, najważniejsze ze względu na nasz organizmy są jednak dwa: +III oraz +VI. Ten drugi należy do toksyn i odpowiada za nieprzyjemne wypryski skórne, zwane wypryskami kontaktowymi. Nie chcę jednak skupiać się nad nim.

Zaczynając swoją nową dietę życia, stanęłam przed wielkim dylematem- jak ograniczyć ilość spożywanego cukru? Nie ukrywam, że wcześniej biłam wszelakiego rodzaju rekordy jeśli chodzi o słodzenie kawy czy herbaty. Tak, potrafiłam wsypać 12 łyżeczek cukru do standardowego kubka i zastanawiać się, czy aby taka mieszanina jest wystarczająco słodka.
Kurację 'odtruwającą' rozpoczęłam od wyrzucenia wszelakich gazowanych napojów, przerzucenie się na wodę mineralną i przełykanie z wielkim trudem naparu z zielonej herbaty. Pęd do słodkiego jednak pozostał i tu z pomocą przybył mój bohater, dostępny w aptekach pod nazwą chromu organicznego. Listek tabletek kosztuje w granicach 3-4 zł.



Chrom wpływa na metabolizm insuliny, dokładniej reguluje stężenie cukru we krwi poprzez pobudzenie produkcji insuliny, przez co pozwala walczyć z pociągiem do słodyczy. Co jest ciekawostką, niedobór tego mikroelementu odpowiada również na większą ochotę na napoje wyskokowe, uczucie zmęczenia, a nawet stany lękowe!
Należy jednak pamiętać, iż każdy ma swoje wady- również chrom. Kuracji powinno się unikać podczas przyjmowania witaminy C lub diety w nią bogatej, ponieważ według najnowszych badań mieszanka taka może być mutagenna. Zbyt długie przyjmowanie chromu powoduje 'wypieranie' innych niezbędnych pierwiastków z naszego organizmu, chociażby cynku i żelaza.

Tak więc o czym należy decydując się na pomocną dłoń chromu?
- Kuracja nie powinna trwać dłużej niż 2 tygodnie. Po tym czasie należy zrobić sobie przerwę.
- Jedna tabletka (200mcg) dziennie, nie więcej.
- Suplement należy przyjmować z pożywieniem, albo popijać dużą ilością wody, ponieważ sam chrom może powodować podrażnienia żołądka.
- Unikamy źródeł prostych węglowodanów, w tym cukru.

Oczywiście nie namawiam do suplementów w postaci tabletek- wystarczy urozmaicić swoją dietę w rodzynki, śliwki, szparagi czy grzyby.

Czy faktycznie pomaga?
Każda z nas musi się przekonać o tym na własnej skórze. Niektóre źródła podają, iż faktycznie ma on wpływ na obniżenie masy ciała, inne temu zaprzeczają. Najlepiej obserwować siebie i reakcję swojego organizmu. Faktem jest to, że może trzymać bacik nad pragnieniem małego grzechu w postaci nieplanowanego batonika wieczorem.

Jeśli chodzi o mnie, to w faktycznie pomógł mi przywrócić poprawne pojmowanie słodkości potraw.

Ktoś stosował? Jakie jest Wasze ogólne zdanie na ten temat?

9 grudnia 2013

Metamorfospodnia

Dzisiaj post motywująco-metamorfozowy. Dokładniej, widzieliście całokształt moich zmian na ostatnich zdjęciach, dziś postanowiłam porównać rozmiary spodni, które noszę. Mocno się zdziwiłam, gdy do farbowania włosów wyjęłam jakieś stare spodnie i właściwie 'na zakładkę' miałam 1/3. Z tą rewelacją nie mogłam się nie pojawić i tu. Do rzeczy:


Na samym spodzie ułożone są spodnie rozmiar 42 wg metki. Był czas, gdy z takowych wychodziły mi najzwyczajniej w świecie boczki. Środkowe to spodnie chińskie 'M', szacuję iż 38. Są lekko za duże, bez paska potrafią mi spadać z tyłeczka. Najjaśniejsze to legginsy, które niedawno były dostępne w Lidlu- rozmiar 36/38- i one wydają mi się najwłaściwsze.
Pokusiłam się również o zmierzeniem metra długości linii pasa:

Spodnie 1: 47 cm
Spodnie 2: 34 bez rozprostowania gumki, 37 cm
Spodnie 3: 32 cm

Nie trudno zauważyć, iż na spodniach 'straciłam' 10 cm dodatkowego materiału. Powoli staję się coraz bardziej dumna z tej zmiany, ciągle dążę do ideału i życzę motywacji.

W moim blogowaniu pojawia się ciekawostka, uchylę rąbka tajemnicy i zdradzę, iż prawdopodobnie będę miała przyjemność bycia recenzentką. Szczegóły wkrótce... (;