20 sierpnia 2013

Jak nie dać się okraść na rowerze

Być może to co napiszę jest dla wielu z Was oczywiste, nie mniej jednak, przyglądając się czasami rowerom poprzypinanym w rożnych miejscach zastanawiam się ilu z ich właścicieli widziało je ostatni raz właśnie podczas zapinania. Możliwe, że ktoś pokłada większą nadzieję w naturę ludzką- niestety ja należę do ludzi małej wiary i wolę nie kusić losu.

Na wielu stronach czytam porady 'złomowania' jednośladu. Polega ono na wizualnym oszpecaniu roweru w taki sposób, by nie był pożądanym towarem. Ta rada ma jednak podstawową wadę- tyczy się ludzi, którzy w sumie nie znają się na rowerach i liczą na jakiś tam zarobek. Każdy kto jest zorientowany po wstępnych oględzinach pozna, czy warto się za rower łapać czy też lepiej sobie odpuścić. Zrywanie naklejek, obklejanie taśmą czy najprostsze rozrywanie kilku elementów przed niczym nie chroni, chociaż zapewne nie szkodzi niczym innym jak wstydem jeżeli nie czuje się klimatu poruszania się rowerem tuningowanym w stylu rat ;]
Oczywiście okłamałabym Was, pisząc, iż mój rower przoduje w wygłaskaniu. Prezentuje się mniej więcej tak:


Obecnie ma jednak półtorej pedała, kilogram błota i luźno zwisający kabel od licznika. Nie ma się czym chwalić, ale biorąc pod uwagę, iż zaczęłam z niego zrywać naklejki firmowe (chodzi mi po głowie rowerowe graffiti) nie wygląda na ósmy cud świata.

Nie mniej jednak, by wrócić z wyprawy w jednym kawałku warto pamiętać o kilku rzeczach:
1. Zdejmujemy wszystkie łatwo usuwalne wyposażenie. Osobiście nigdy nie zostawiam światełek czy licznika nawet na postoju przed sklepem. Głupie światełko, a czasami nawet 15 zł kosztuje! Jeżeli oddalacie się na dłużej, a Wasz rower posiada zawór na śrubie umożliwiający odkręcenie siodełka bez użycia klucza również warto pomyśleć o jego zabezpieczeniu.
2. Wybór miejsca jest równie istotny- niestety nie zawsze dysponujemy miejscem monitorowanym. Wtedy najlepiej wybierać takie, które jest mało osłonięte. Daje to mniejszą szansę na zabawę z zapięciami ewentualnemu rabusiowi.
3. Technika zapięcia- czyli kilka słów o kwestii najważniejszej!

Przede wszystkim niestety większość zapięć przegrywa w starciu z nożycami do blachy- sprawny złodziej potrafi uwolnić nasz rower nawet w 3 sekundy!
Jeżeli ktoś nie wierzy: klik (nie wiem dlaczego, ale ten filmik nie chce się wstawić).

A to jeden z bardziej spektakularnych sposobów: 


Inną kwestia jest też to, iż nie ma co liczyć na interwencję osób trzecich. To jeden z moich ulubionych filmików. Oczywiście tutaj panowie 'kradną' swoje rowery, ale komentować nie trzeba.



A teraz czas na mój subiektywny ranking błędów taktycznych podczas zapinania rowerów:

1. Zapięcie roweru sąsiada.
Śmiejcie się, zdarzają się takie przypadki

2. Zapięcie za przednie koło.
Które odkręcić można bardzo prosto. taka taktyka przypinania może zakończyć się utratą roweru. Oczywiście pocieszające jest to, że na pamiątkę pozostanie nam przednie koło.

3. Zapięcie za tylne koło.
Tylne koło odkręcić najtrudniej, tak więc nikt go nie ukradnie- zdawałoby się słuszna technika. Nie mniej jednak z przednim jest duużo łatwiej. Duża szansa na zastanie ramy bez przedniego koła. Mniejsza strata, ale kółko tanie nie jest...

4. Zapięcie za ramę.
Jak nic mamy szansę na monocykl.

5. Spięcie ze sobą dwóch rowerów wokół stojaka nie zapinając o niego.
Dwie osoby i odrobina wprawy, a można doświadczyć podobnej ewolucji jak ta na pierwszym filmiku.

Zapytacie: jak zapinać? Koło - Rama - Brama

Można tez tak:

Btw, bonusowo BrukSela w urzędująca w domowej klatce wykonanej przez mego męża i mnie:


20 komentarzy:

  1. Aż wstyd się przyznawać, ale ja nawet nie mam kłódki :( No ale jeżdżę nim tylko na treningach :) No nie mogę z Twoimi szczurami ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli nie potrzebujesz go nigdzie zostawiać, to nie ma wstydu. Osobiście nie wyobrażam sobie roweru bez zapięcia dlatego, iz często się od niego oddalam

      Usuń
  2. szczurki mnie przerażają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. boisz się? nie wiedziałam; muszę dać ujście mojej radości bo przymierzałam się do nich kilka lat (moja mama bardzo się boi, tak więc z jej powodu...)

      Usuń
    2. hehe ja to juz do wezy sie przyzwyczailam bo kolega ma w domu ;) ale szczurki wrrr :)

      Usuń
  3. bywa, normalna rzecz przeciez mogłas tak zrozumiec, ja tez moglam jasniej napisac :)
    nie sadzilam, ze to kogos zaciekawi :P
    hehe... powiedz mi nie bolą Cie plecy od jazdy na góralu ? :O
    ile jeszcze masz tych szczurów? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie tyle plecy, co barki- niestety nie dam rady wyżej podnieść kierownicy, a szkoda przekładać rogów z mojego łamańca do tego, gdyż kierownica w szarym jest aluminiowa i właściwie nic nie waży, a rogi z czarnego żeliwne i spokojnie ze 2 kg jak nie wiecej mają. miejskie rowery mają dla mnie niesamowity urok, ale niestety nie nadają się dla mnie (bo nie można wjechać w teren), myślałam nad trekingiem, ale póki co... fundusze nie pozwalają, a i tak jesteśmy za połową sezonu, bo nie ejstem tak wytrwała jak mój mąż zacinający na rowerze w pierwsze śniegi

      Usuń
    2. Na razie tylko Bruk i Sela. Miały do mnie przyjechać jeszcze Duch i Szelma w tamtym tygodniu, ale właścicielka przekłada przyjazd, więc koniec końców nie wiek kiedy dodatkowe 2 dziewuchy trafią do mnie.

      Usuń
  4. Mój rowerowy mąż ma niezłego pierdolca na punkcie swojego roweru, czasem dba o niego bardziej niż o mnie. Nawet jestem mu w stanie to wybaczyć bo wiem ile ten jednoślad dla niego znaczy ;P
    Ja o swój dbam tak sobie. Mam zwykłą obejmę, którą można przeciąć sekatorem ale ciągle się łudzę, że nikt się nie połasi na tego 15letniego grata, który waży tyle co ja... A nawet jeśli to się zabije przy pierwszym hamowaniu (hamulce są tak ustawione, że można całkiem efektownie przelecieć przez kierownicę).
    Ale maluszki z Brukselek, myślałam, że dziewczyny są trochę większe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skąd ja to znam... swoją drogą mój uwielbia wyszukiwać okazje wśród używanych rowerów- tak mamy w garażu 5 sztuk: 4 górale i jednego składaka; oczywiście moje zapięcie też można przeciąż nożycami i też się łudzę, że nikomu nie przyda się taki rower, bo nawet nie ma jak odzyskać z niego części (chyba jedynie bagażnik opłacałoby się demontować)
      Nie takie maluszki, Sela (jasniejsza) ma typowo mlodzikowy wygląd i ogólnie jest duzo mniejsza od siostry

      Usuń
  5. Ja mam alarm, który można nastawić, że będzie wył, ale zwykle rezygnuje z tego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe! coś wyje pod sklepem, myślisz, że alarm samochodowy, a tu zapięcie do roweru! xD

      Usuń
  6. Przyda mi się ten post. Roweru nie zostawiam często, ale zdarza się, ze muszę szybko wyskoczyć do sklepu po wodę podczas treningu na rowerze i wtedy moze być klapa, bo ktoś mi rower sprzątnie sprzed nosa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się (;
      Niestety okazja czyni złodzieja. Znajomy mego męża miał keidyś taką wpadkę, że ktoś mu zakosił siedzonko z roweru... musiał biedak wracać spory kawałek jadąc na rowerze 'na stojaka' (;

      Usuń
  7. Jak ślicznie sobie śpią Twoje szczurki.
    Co do przypinania roweru to robię tak jak zalecasz :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie zostawiam roweru, więc nie mam zabezpieczeń.

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam mnustwo opowieści jak ktoś skądś wracal kilkanaście kilometrów bez siodełka;-/ Boleske przeżycie;-)

    OdpowiedzUsuń