25 lipca 2013

Rowerzysta – ‘krotki’ poradnik



Przeglądając blogi słowo ‘rower’ pada bardzo często. Być może przemierzacie rekreacyjnie zielone, wiejskie przestrzenie… ja straciłam ta możliwość przenosząc się z spod krakowskiej wioski do jednej z dzielnic Krakowa- Nowej Huty. Mieszkając jeszcze z rodzicami zawsze marzyłam o krajobrazie wyjętym z mazowieckich wsi- dla mnie to teren idealny na odprężające wycieczki rowerowe przy niewielkim wysiłku. Mieszkając w pasie pierwszych przed Zakopanem pagórków ‘wszędzie miałam pod górkę’. Opowiadałam o tej przypadłości terenu wielu znajomym i póki nie zobaczyli na własne oczy zaprzeczali, ze to przecież niemożliwe (sprawa wygląda po prostu tak, ze dom leży na stoku, w obie strony droga prowadzi w gore przez większość czasu). Nie żałuje- obecnie miejski ze mnie stwor.

Sama jazda na rowerze ma dla mnie niesamowity sentymentna wyjeździe dwa lata temu poznałam męża, który organizował przejazd Kraków-Kety (celem był Bałtyk, ale niesubordynacja części grupy i tydzień jazdy w ciągłym deszczu zaprzepaściła ten plan) (;

Swoja droga- przegląd jak nasze namioty wyglądały na początku i pod koniec przez ciągłe opady.


 przed:


w trakcie:




Nie czuje się jakaś specjalistka w tej dziedzinie, podzielę się jednak kilkoma radami dla wszystkich planujących dłuższy wyjazd z mojej perspektywy.

Rowerzysta w terenie:


  1. Rower – oczywista oczywistość: musi być sprawny. Bezpieczeństwo ale i względy praktyczne… w trasie ciężko jest reperować usterki.
  2. Bagaż – im mniejszy, tym lepiej. Prosta zasada: co bierzesz, wozisz. Ponadprogramowe wyposażenie może nie robi różnicy przy pierwszych 100 km- później każdy dodatkowy kilogram boli. Jeżeli wyjazd jest grupowy dobrze ustalić oczekiwania- tak by moc przygotować się na optymalna ilość kompletów odzieży. Uniknie to problemów związanych z tym, ze ktoś nie ma już ciuchów i chętnie zatrzymałaby się bliżej cywilizacji, a inna osoba może jechać drugie tyle.
  3. Pogoda. Deszcz – nas osobiście zaskoczył… Nie pod względem, ze zupełnie się na niego nie przygotowaliśmy, nie spodziewaliśmy się całego wypadu w deszczu (jakbyśmy ciągnęli chmury za sobą). Wszelkie płaszcze i środki zapobiegawcze rozpadły się bardzo szybko. Uratowały nas najzwyklejsze czarne worki na śmieci (duże i grube). Podkładaliśmy je pod namioty, owijaliśmy bagaże… nawet sami się nimi owijaliśmy. Dzis nie wyobrażam sobie wyjazdu bez przynajmniej 3 sztuk- mało waza, a należna do sprzętów ‘macgejwerowskich’. Słonce – filtry, okulary, czapki. Świetnym pomysłem jest chustka zawiązana na karku.
  4. Apteczka – na wszelakie NNW. Bardzo chwale sobie antyseptyki w kremie. Gdy leży się po łokcie w piasku z pobocza na jakimś odludziu, leje jak z cebra, ma się rozwalone nogi, a trzeba wsiąść na rower i jechać dalej, to jest coś uniwersalnego. Dzieki mazistej konsystencji zapobiega dostawaniu się patogenów z woda, koi obtarcia (które potraktowane czymś innym zamieniłyby się w strupy!).


  5. Mokre chusteczki – doradzam wszystkim. Sa uniwersalne i świetnie sprawdzają się jako substytut prysznica. Pozwalają zachować minimum higieny- gdyby nie one chyba byśmy skisły w namiocie biorąc pod uwagę, ze koniec końców każda z dziewczyn na wyjeździe zaliczyła okres. Goliłyśmy nawet na nich nogi ;] Tzw ‘mokry papier toaletowy’ nie spełnia tej funkcji.

  6. Karimaty – mogą się wydawać zbędnym wyposażeniem. Ten kto wziął karimatę na wyjazd za moja rada nie żałował. Od razu mowie, ze na takie wyjazdy nie ma co inwestować w drogie rzeczy- najlepsze są te najtańsze (można je porzucić, wykorzystać w inny sposób). Te grubsze, jakby gąbkowe- są wygodniejsze, ale dużo mniej wytrzymałe… i kosztują często minimum 4 razy więcej.
  7. Doza kreatywności  i dobre towarzystwo– bo bez tego ciężko. Trzeba się nastawić na dostosowywanie do warunków. I tak… nie wzięłam rękawiczek rowerowych. To nic! Wycieczka do sklepu spożywczo-przemysłowego. Zakup zwykłych rękawiczek ogrodowych, które okroiłam z palców.
  8. Bezpieczeństwo – nie ma co szaleć ze stylem na dwóch kolach. Jeżeli jedziecie w dłuższą trasę lepiej nie brać ciuchów ‘wyglądających na drogie’. Niepotrzebnie zwracają uwagę i zwiększają ryzyko zaczepek czy nawet rabunków. Warto rozważnie wybierać noclegi- lepiej poprosić kogoś o możliwość noclegu na posesji niż ryzykować dziki kemping w lesie… szczególnie jeśli przez przypadek znaleźliście się na terenie parku krajobrazowego (prawdziwy przypadek xD). Polecam zaopatrzenie się w gaz pieprzowy.

Ostatnio zarówno ja jak i mój maż poruszamy się jednak głównie po mieście. Od niedawna obowiązuje nowelizacja przepisów dotyczących rowerzystów. Z tego powodu często organizowane są tzw ‘łapanki’ podczas których można zarobić mandat. Nieznajomość prawa niestety nie zwalnia z odpowiedzialności.

Świetnie gdy możemy poruszać się ścieżka rowerowa… niestety jest to marzenie ściętej głowy. Nie wiem jak w innych miastach, ale w Krakowie często jest tak, ze ścieżka mająca łącznie z 300 metrów urywa się kilkukrotnie na chodniku. Wtedy pozostaje on lub ulica. W świetle przepisów poruszanie się po chodniku (jeśli znaki nie informują inaczej) jest wykroczeniem. Tu znów kilka rad ode mnie:

Rowerzysta w mieście:

Jazda po chodniku jest wykroczeniem, (jeżeli znaki nie stanowią inaczej), ale przewidziane sa od tego wyjątki:
  1. Masz pod opieka dziecko w wieku do 10 lat.
  2. Chodnik ma ponad 2 metry szerokości
  3. Na drodze obowiązuje prędkość dopuszczalna wyższa niż 50 km/h
  4. Na drodze panują złe warunki atmosferyczne.

Dodatkowo warto zauważyć, iż jeżeli ścieżka rowerowa znajduje się po Twojej lewej stronie w stosunku do kierunku jazdy nie masz obowiązku poruszać się nią. W innym przypadku jadać ulica łamiesz prawo.


Rowerzysta na przejeździe rowerowym ma pierwszeństwo- ładnie ilustruje to filmie poniżej.



Teraz kwestia najbardziej problematyczna dla mnie – wjazd na ścieżkę z ulicy. Znów przygotowałam rysunki poglądowe. Uprzedzam jednak, ze żadne przepisy nie regulują takiego wjazdu- jest to metoda na chłopski rozum i jedyna potwierdzona w czeluściach Internetu.




W pierwszym przypadku rowerzysta jedzie na wprost. Ścieżka rowerowa jest po lewej stronie w stosunku do jego kierunku jazdy, nie ma obowiązku nią jechać- może, ale nie lamie prawa poruszając się po ulicy (Przepis ten ma zastosowanie szczególnie dla kolarzy, którzy przecież często osiągają prędkości bliskie 50 km/h.).

Drugi przypadek to zjazd z ulicy na przejazd w lewa stronę. Najpierw zmiana pasa ruchu, a później włączenie się do ruchu gdy sygnalizacja na to pozwala. Trzeci przypadek obrazuje sytuacje, gdy na przejeździe znajduje się inny rowerzysta (ma on pierwszeństwo, dlatego należy go przepuścić) .

 Opuszczając ścieżkę rowerowa należy ustąpić pierwszeństwa wszystkim.

Nowelizacja dopuszcza również jazdę w kolumnie, jeżeli nie utrudnia to jazdy innym pojazdom. W praktyce: prócz mało ruchliwych dróg wiejskich,  jeżeli droga jest kilku pasmowa spokojnie można jechać kolo siebie (zmiana pasa ruchu na takich drogach przez auto nie jest uznawane za utrudnienie w ruchu).

 To chyba tyle ode mnie (;

...
Przeglądając blogi, znalazłam ciekawy post u moni1255 na blogu 'Historia pewnego treningu' z kilkoma rzeczowymi poradami na temat dobrej taktyki jazdy na rowerze oraz informacjami co warto zabrać ze sobą jeśli chodzi o prowiant.

6 komentarzy:

  1. Fajne wskazówki ;).

    Do pracy mam daleko, jeżdżę ok. 1,5h komunikacją miejską. Najgorszy był by przejazd rowerem przez centrum.

    OdpowiedzUsuń
  2. jasne możesz dokleić, ja dokleję link do ciebie, bo widzę,że ciekawy post:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzę,ze blog zapowiada się super, dodaję do ulubionych:) i fajnie,ze dodałaś ten filmik o nowym prawie

      Usuń
    2. bardzo dziekuje za pochwale (;
      z doswiadczenia na wlasnym przykladzie wiem, ze obrazowe wyjasnienie trafia bardziej (moze jestem wzrokowcem?), a filmik jest bardzo przyjazny ;]

      Usuń
  3. no moim z regoly tez, ale czasem jest mi naprawde ciezko miec o wszystkich dobre zdanie zwlaszcza gdy uprzykrzaja mi zycie :P
    a najgorsze jest to, że nie moge nikomu zle zyczyc bo zawsze sie spełnia ;/
    brrr... cos strasznego!
    Ja z moim lubym wczoraj 30km rowerami zrobilismy, było super :D ale nóżki bolały, az dziwne ze zakwasow nie mam! Pod namiot chetnie bym sie wybrała ale panicznie boje sie kleszczy (mialam odkleszczowe zapalenie opon mozgowych;/)bardzo ciekawy blog, pozwolisz, ze bede odwiedzac, pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  4. ahh i ciesze sie, że zobaczysz film! Koniecznie obejrzyj! :)

    OdpowiedzUsuń